Dokładnie dlatego teraz mi się ta kariera wydała nad wyraz atrakcyjna. Raz że laski... znaczy się chciałem powiedzieć... Pensja nędzna ale stała no i mam znakomity przykład swojego nauczyciela od historii, który brał łapóweczki i pensję kasował, siedział spokojnie parę godzinek w pracy gdzie dzieciaki wszystko za niego robiły, a potem na dyskę.... umc umc umc.
Też takich nauczycieli "luzaków" miałem. Jeśli chcesz odstawiać manianę, no to pewnie, lekka praca, cienka płaca. Ale na szacunek sobie tym nie zasłużysz.
Jako że jestem (jak sądzę) uważnym obserwatorem życia i pochodzę z pokoleniowo nauczycielskiej rodziny (chociaż sam uniknę tego strasznego losu, uczę się na cudzych błędach), podzielę się swoimi (i nie tylko) spostrzeżeniami na temat tego niewdzięcznego zawodu.
Zalety:
- 2 miesiące wakacji (można spędzić całe wakacje z dziećmi jak się ma).
- Kontakt z młodymi ludźmi (co nie zawsze jest zaletą).
- Na wyższych uczelniach czasem wyjazdowe konferencje, można sobie wypocząć np. w Zakopanem.
Wady:
- Cienkie zarobki, niektórzy pracują w dwóch, trzech szkołach, mianowanie trochę polepsza płace.
- Nadmierne gadulstwo.
- Mówienie do siebie, często nieświadome, powtarzanie tego samego w kółko (to także skutki uboczne poza pracą).
- Po wielu latach można sobie zedrzeć struny głosowe.
- W podstawówce trafiają się czasem tzw. trudne dzieci, potrafią uniemożliwić prowadzenie lekcji, a jak jeszcze należą do jakiejś mniejszości narodowej, to dyrekcja boi się je wyrzucić.
- Chamstwo - takie większe zaczyna się około połowy podstawówki, gówniarze palą dla towarzystwa i przeklinają, wielu tak zostaje w dorosłym życiu. Czasem jak moi rówieśnicy mówią i przeklinają dokładnie tak samo jak dzieciaki z czasów podstawówki, to jest żałosne i żenujące. Najwięcej hołoty jest w zawodówkach, w zespołach szkół (mechaniczne itp.) gdzie przyjmują każdego byle mieli kogo uczyć i w szkołach wieczorowych. Groźby słowne, wybijanie szyb w samochodach, demolowanie klas itp.
- Konferencje, na których trzeba być (plenarne i inne nudy).
- Odpowiedzialność za innych.
- Ocenianie to trudna sprawa i subiektywna. Chyba że to komuś zwisa.
- Klasówki, kartkówki, sprawdziany. Pisemne prace powinny być sprawdzane poza lekcjami - w domu, ewentualnie na przerwach czy okienkach (a nikt nie płaci za takie nadgodziny). Niektórzy je sprawdzają na lekcjach na szybko i byle jak, marnując czas uczniów. Uczniom to zwykle pasuje. Wolą się opieprzać.
- Chamstwo wśród rodziców. Zdarza się, że chłopaczek dostaje pały z wielu przedmiotów na semestr, chłopaczek nawet cichy i spokojny (pod wpływem narkotyków), ale ojciec totalny cham i burak przyjdzie i zwyzywa belfra.
- Stosowanie przez uczniów różnych chemikaliów na klamkach od klas i gabinetów, które powodują wysypki, bąble, zżerają skórę itp. Dosypywanie środków przeczyszczających do herbaty (co spotkało mojego nauczyciela od geografii w liceum).
- Na wyższych uczelniach co prawda mniej bezpośredniego chamstwa wśród studentów, bo mogą wywalić, ale za to często są układy (na przykład na Akademii Górniczo-Hutniczej), profesorowie się opieprzają, a kto inny za nich prowadzi wykłady, robi egzaminy, a oni zgarniają pensję. A jak ktoś się nie podporządkuje, to podpadnie, nie dostanie premii itp. Żenujące.
- Układy i podlizywanie się, albo uczciwe zapieprzanie.
- Posądzenia o łapówki, plotki o molestowaniu itp. Każdy może rzucić.
- Trzeba mieć sporą odporność psychiczną i cierpliwość.
- Trzeba mieć wiarę w ludzi i w sens wykonywania tego zawodu, że ktoś jednak słucha co mówimy i że to jest chociaż trochę pożyteczne (chyba że ktoś jest sadystą i zostaje nauczycielem by się mścić na innych, bo na pewno nie dla kasy).
Można by więcej wymieniać, ale może to wystarczy by zniechęcić Rituala. Tak tylko profilaktycznie ostrzegłem. Moim zdaniem nie warto, chyba że się naprawdę czuje powołanie do tego zawodu.